Witam :)

Zwykły wpis

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Mam na imię Agnieszka i od kilku tygodni jestem szczęśliwą posiadaczką wrzeciona.
A cała historia zaczęła się tak:
Jakiś czas temu na jednym z blogów przeczytałam o przędzeniu wełny. Hmmm – pomyślałam sobie. – Chciałabym kiedyś czegoś takiego spróbować…
Zaczęłam więc przeglądać sieć pod kątem zakupu niezbędnego sprzętu. Szybko okazało się, ze zakup kołowrotka na razie nie wchodzi w grę, albowiem będę musiała wtedy podjąć trudną decyzję – albo łóżko, albo kołowrotek. Na oba te sprzęty w moim pokoju nie ma już miejsca. Dowiedziałam się jednak, ze do przędzenia wełny można użyć dużo mniejszego wrzeciona. Wpisałam więc w wyszukiwarkę „wrzeciono” oraz „cena” i niestety okazało się, że wrzeciona kupić w Polsce nie można (albo nie jest to łatwe). przez jakiś czas zastanawiałam się nad samodzielnym skonstruowaniem tego niezbyt skomplikowanego urządzenia, jednak nie wiedziałam skąd wziąć to ciężkie kółko, które należy zamocować na patyku.
Sprawa wydawała się przegrana.
Jednak któregoś dnia postanowiłam wypróbować nową formę zakupów – „zakupy zagraniczne”. I kupiłam wymarzone wrzeciono i trochę czesanki. To też nie było proste, albowiem pierwsza paczka zaginęła na poczcie. Moja cierpliwość została więc wystawiona na poważną próbę. W końcu jednak się doczekałam i natychmiast po odpakowaniu wrzeciona zabrałam się za pierwsze próby.
Instrukcja jaką dostałam wraz z wrzecionem była cokolwiek zagmatwana, więc zaczęłam szukać wskazówek w Internecie. Pierwszą włóczkę uprzędłam rozciągnąwszy najpierw czesankę w ogromnie długi pasek. Przy drugiej próbie ten czesankowy pasek zaczął się irytująco rwać (nic dziwnego – był dość cienki). Niezrażona tym postanowiłam obie nitki skręcić w jedną podwójną. I to okazało się kompletną porażką. Jedna nitka się zupełnie rozkręciła, całość wyglądała nie najlepiej, a ja stwierdziłam, ze przędzenie wełny jest jednak trudniejsze niż myślałam. Dopiero potem przeczytałam, że wełna podczas skręcania kilku nici ze sobą trochę się rozkręca. Tak właśnie się stało.

Fioletowa wełna na zdjęciu to właśnie pierwsza wełna, którą uprzędłam. Ta druga – to już kolejna próba. Wzięłam pasmo czesanki w kolorze nieokreślono-naturalnym, trochę je rozciągnęłam i poukładałam na nim kawałki czesanki w kolorze różowym i fioletowym. Potem wszystko uprzędłam. Przy tej drugiej nici zorientowałam się, ze:
a) Nie trzeba czesanki rozciągać do uzyskania cienkiego paska, włókna można wyciągać na bieżąco.
b) Za słabo skręcona nić się przerywa.
c) Naprawdę można panować nad ilością włókien wyciąganych z czesanki
d) Cienka nitka też może być mocna i nie urwać się pod ciężarem wrzeciona – pod warunkiem, że jest odpowiednio mocno skręcona
e) Przędzenie równej nici nie jest takie trudne jak mi się wydawało (o tym przekonałam się dopiero pod koniec przędzenia kolorowej wełny)

Następna próba dała rezultaty zdecydowanie lepsze. Ale o tym następnym razem. 🙂

Reklamy

3 responses »

  1. Witaj Agnieszko 🙂 Z ciekawością przeczytałam Twojego posta. Naprawdę musiałaś pokonać wiele trudności, aby zostać prządką:)Życzę Ci wielu kilometrów uprzędzionej włóczki :)I z wielką przyjemnością obejrzałabym jeszcze Twoje wrzeciono…

  2. Zdjęcie wrzeciona będzie – następnym razem.
    Prządką zostać było niełatwo, ale przyjemność z przędzenia pokazuje, że warto było się starać. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s