Wielkie pranie

Zwykły wpis
Jakiś czas temu dostałam w swoje ręce kilka worków runa. Dwa worki runa owczego i 2 ze strzyżenia alpak. Dojrzewaly sobie w szopie aż wreszcie przyszedł czas się za nie zabrać, wyprać, wyczesać, ukręcić wełnę i może nawet coś z nich udziergać.

Na pierwszy ogień poszła owca. Pojęcia nie mam z jakiego rodzaju owieczek pochodzi to runo, bo trafiło do mnie po łańcuszku i nikt się tak naprawdę na owcach nie zna. Wiem tyle, że biegają po Connemara, mają czarne nóżki i łebki. Po poszperaniu w sieci wydaje mi się, że może to byc suffolk, choć głowy nie dam. Może ktoś z was jest w stanie zidentyfikować delikwenta (zdjęcie na moim blogu)?

Wyciągnęłam kilka loków żeby przyjrzeć się pojedynczym włoskom. Średnia długość jakieś 8cm, dość karbowane, skręcone w palcach daja bardzo sprężystą nitkę.

Po kilku miesiącach leżakowania w worku, runo było sprasowane i twarde jak kamień. Wywaliłam wszystko na podłogę w kuchni i rozwinęłam. Na zdjęciu zawartość jednego wora, którą podzieliłam na mniejsze części, takie mieszczące się w misce i wiadrze.

Do prania użyłam bardzo gorącej wody z kranu z dodatkiem sporej ilości płynu do mycia naczyń. Przy praniu późniejszych partii zastąpiłam go nieużywanym szamponem albo specjalnym płynem do prania wełny (z Lidla). Szampon był z dodatkiem jakiś cudownych mieszanek nawilżających (za ciężki na moje włosy) i przyznam szczerze, że wysuszone runo, które potraktowałam tym specyfikiem tez wyszło dość ciężkie i tłustawe.Do przędzenia w sam raz, ale nie wiem jak będzie z farbowaniem albo filcowaniem. Dla bezpieczeństwa polecam więc trzymanie się bardziej tradycyjnych detergentów. Płyny (ten do naczyń i specjalny do wełny) wyprały wełnę bardzo podobnie. W sumie to nie jestem w stanie odróżnić które partie wyprałam w jakim specyfiku.

Ale wracając do samego prania. Bardzo gorąca woda i sporo detergentu mają usunąć lanolinę z włosia. I od razu po zanurzeniu runa w wodzie woda zmieniła kolor z przejrzystej (albo lekko mleczno-białej, w zależności od detergentu) na żółtawo-brązową.

Moczyłam wszystko jakieś 20-30 minut po czym pozbyłam sie tej żółto-brunatnej breji, a wełnę przełożyłam delikatnie do czystej (gorącej) wody. Ważne żeby starać się używać wody o zbliżonej temperaturze żeby zapobiec sfilcowaniu wełny, ale nie trzeba stać nad kranem z termometrem, nerwowo kręcąc kurkami. Wystarczy żeby nie przekładać wełny z ciepłej wody do gorącej albo zimnej.

Moje runo wymagało 4 płukań w czystej wodzie żeby usunąć większość lanoliny. Woda po ostatnim płukaniu była jeszcze ciągle mętna, ale to już nic w porównaniu z tym co wylałam z misek przy pierwszym zanurzaniu.

Ważne żeby w czasie maczania jak najmniej dotykać wełnę, zwłaszcza jeśli dobrze się filcuje. Jeśli to możliwe to najlepiej w ogóle jej nie dotykać, ale ja, ponieważ używałam małych „naczyń” i sporej ilości wełny, od czasu do czasu dźgałam ją bambusowym kijkiem albo spychałam na dno naczynia rękoma.

Po ostatnim płukaniu przełożyłam mokrą wełnę do starej poszewki na poduszkę i odłożyłam na suszarke do naczyń, żeby obciekła. W tym czasie prałam następne partie. Kiedy poszewka napełniła sie tak w 3/4, zawiązałam rogi, żeby jej zawartość nie zapaskudziła mi pralki i włożyłam poduchę do wywirowania. I tu kolejna uwaga. Należy sprawdzić, czy pralka nie spryskuje prania w czasie wirowania zimna wodą. Niektóre tak mają, a to spowoduje sfilcowanie wełny. Wrzucenie wełny w poduszce nie powoduje jej filcowania a odwirowanie bardzo przyspiesza suszenie. Oczywiście można to zrobić ręcznie, ale jeśli się nie boicie, polecam pralkę.

Odwirowana wełna powędrowała na koniec na podłogę przy grzejniku, gdzie rozłożyłam ja dość cienko na starej poszewce od kołdry i od czasu do czasu podrzucałam i obracałam żeby powietrze dochodziło we wszystkie zakamarki.

Jeśli boicie się ataku moli, które mogą gnieździć się w runie, po wypraniu można je włożyc na kilka dni do zamrażarki. Niskie temperatury skutecznie wybija wszelkie, chowajace się tam, życie. Po wyjęciu z zamrażarki wełna może być wilgotna, trzeba ją więc trochę podsuszyć przed zmagazynowaniem albo dalszym obrabianiem.

I jeszcze jedno. Wydawało mi się, że po pierwszym praniu w detergencie nie usunęłam całej lanoliny, dlatego pierwsza (najbardziej eksperymentalna) partia runa przeszła przez 3 fazy kąpieli mydlanych zanim zaczęłam ją płukać. Ale przy następnych robiłam już pojedyncze pranie w płynie i nie widzę różnicy w „tłustości” wysuszonej wełny. Niektórzy lubią pracować z wełną prosto od owcy, niektórzy piorą ale pozostawiają nieco lanoliny, która ułatwia przędzenie i dodatkowo dba o nasze dłonie. Jeszcze inni lubią pracę z suchą, porządnie odtłuszczona wełną. Najlepiej spróbować wszystkiego i zobaczyć co najbardziej wam odpowiada.

Po przepraniu owcy, postanowiłam iść za ciosem i uprać tez alpaki. Dwa wory czekoladowej i jeden białej (choc co do tej drugiej to wcale nie jestem pewna czy to alpaka, Ewa poratuj, co to było, pamietasz?). Zdecydowanie mniej lanoliny, więcej kurzu i ogólnie brudu. Samo pranie wyglądało podobnie jak w przypadku owcy, ale woda nie musiała już być taka gorąca i mozna śmiało użyc mniej (albo łagodniejszego) detergentu. Podobnie jak owcę, alpaka też skończyła w wirówce i rozłożona na podłodze właśnie kończy się suszyć.

To tyle jeśli chodzi o pranie. O czesaniu i dalszych planach w części drugiej.

Reklamy

9 responses »

  1. hmmmm, u Ciebie to wygląda jakoś czyściej niż u mnie 🙂 To te zagraniczne owce na pewno 🙂 (pewnie prosto z marketu :))) Ja prałam moją wełnę (po uprzednim odcięwiu i powyciąganiu z niej ponad połowy runa wraz z zanieczyszczeniami) w misce z wodą i płynem do wełny. A nastęnie, gdy wyglądała już porządnie tyle że była strasznie tłusta – wrzuciłam ją w rozpaczy do pralki w zawiązanej starej poszewce. I właśnie dzisiaj zaczęłam ją prząść – ale to całkiem inna historia… I jeszcze: czy Ty ją gręplujesz?

  2. dokładnie tak jak pisze ann007 ta wełna wygląda na bardzo czystą, naszą wełnę trzeba porządnie prać i to dosłownie, jedynie co bym zrobiła to po wypraniu „rozskubała” – przy gręplowaniu bardzo przydatne – ale nigdy nie piorę takich ilości naraz – ogrom pracy:)) pozdrawiam

  3. Jagienka, te owce z czarnymi glowami i nogami to wlasnie suffolk, latwo welne rozpoznac, bo jest dosc cienka, krotka, ale za to bardzo mocno skrecona. bardzo fajne z niej wychodza nitki „chunky”. polecam farbowac wczesniej, bo jak ja potraktujesz po przedzeniu farba to sie zrobi mniej puchata. aha, ona sie srednio filcuje, wiec na przedze luz, za to na filc sie nie bardzo nada. ja teraz dostalam runo z calej owcy i chce ja ufilcowac wlasnie tak w calosci na dywanik, zobaczymy co z tego bedzie.
    co do usuwania lanoliny, to suffolksa wystarczy raz tylko porzadnie wypazyc, reszta to raczej brud.

    tak ta bialo-szara to alpaka i to chyba z mlodego zwierza. uwazaj, bo sie dosc szybko filcuje, ale tez lubi zostawic klaki, wiec znow, ladna przedza, a do filcowania taka sobie. no chyba, ze lubisz niespodziewane faktury z wystajacymi wlosami. no i jesli jej ni sfilcujesz na bardzo sztywno to ci beda wlosy wylazic. zreszta z przedzy tez wylaza, ale nie tak bardzo jak z niedofilcowanego filcu. przedzie sie bardzo fajnie, bo ma dlugie wlosy, ale uwazaj, bo lubi uciekac. no i najladniej wyglada cienko i lekko skrecona, tu tez uwazaj, bo jak nie dokrecisz to sie rozwali. mi sie kiedys rozwalala przy robotce i dawno juz mi nie przelecialo przez glowe tyle niecenzuralnych wyrazow.
    aha, alpake zanim upierzesz wsadz w mesh bag, albo w firanke zawin i odkurz. ona ma bardzo malo lanoliny, wiec ta czarna woda to kurz i brud (alpaki sie kochaja turlac w piachu).

  4. Ewa, no właśnie zauważyłam że straszne z tych alpaczek brudaski. Biała ma piekny długi włos, czekoladowa jest zdecydowanie krócej przystrzyzona.

    Owieczki miały trochę „organicznych” dodatków ale sama spodziewałam sie ich większej ilości. W paru miejscach po porstu wyrwałam i wywaliłam to zapaćkane runo bo stwierdziłam że mam go na tyle że nie bedę się w g..nie babrać.

    Podczas suszenia troche je „podskubałam” tak jak piszecie a teraz przeczesuje grzebieniem i dizem.

  5. udalo sie z owcą, alpaki juz nie bardzo. Siwa ma za długi włos, czekoladowa, za krótki. Trzeba bedzie je przeczesać szczotą (której ciągle nie mam ;/ tak swoja drogą). Ale owieczki przeszły przez grzebien i diza pieknie. Jutro pokażę wam fotki bo będę pstrykać przed kolejnym etapem.

  6. Strasznie ciekawie opowiadasz 🙂 Ja się przędzeniem nigdy nie zajmowałam (choć moja Babcia tak), ale aż się zachciewa zająć jakąś owcą… Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s