Przywitanie – i co nieco o wrotyczu

Zwykły wpis

Witam wszystkich czytających!

Jest to mój pierwszy post tutaj, dziękuję za zaproszenie do grona autorów „Prząśniczki”.
Kilka słów o mnie od strony wełny 😉 Od kilku lat zajmuję się rekonstrukcją historyczną,
a że zawsze wszelkie manualne prace mnie interesowały, zabrałam się za zgłębianie dawnych rzemiosł.
Trochę naalbindingu, trochę barwienia, co nieco innych plecionkowo-tkackich prac – i tak doszłam do przędzenia – w końcu kiedyś każda szanująca się gospodyni musiała mieć je opanowane.
Prząść się dopiero uczę, uwielbiam natomiast roślinne farbowanie – trochę alchemii we własnym garnku.
No i zawodowo mam zboczenie na ładne kolorki… 😉
Miałam się odezwać już jakiś czas temu, ale że nie lubię tak „po próżnicy”, poczekałam
aż uda mi się zgrać zdjęcia z moich ostatnich eksperymentów z farbowaniem wrotyczem.

Wrotycz jest dosyć pospolicie występującą roślinką, o tej porze roku można spotkać go
na łąkach, nieużytkach, gruzowiskach – takie raczej suche słoneczne tereny. Zresztą – każdy go chyba kiedyś widział 🙂
Do barwienia wykorzystuje się same żółte kwiatki. Zbiera się je szybko, bo i koszyczków kwiatowych jest na jednej roślinie dużo, i wrotycz rośnie przeważnie w większych kępach.

Moje zbiory zalałam wodą, odstawiłam na dwa dni i – po przegotowaniu i odcedzeniu zieleniny – zyskałam garnek takiego ładnego żółciutkiego barwnika.

Farbowałam kremowe przędze – cienką i grubą, oraz szarą włóczkę – część zaprawiając wcześniej w ałunie. 

Do tego kawałek naturalnego, lekko bielonego lnu (kolor wyjściowy – jasny beż, kremowy). Pomna na ostrzeżenia iż len się ciężko barwi (i własne wcześniejsze z nim doświadczenia) zaprawiłam go wg przepisu z „Barwienia naturalnego” Katarzyny Schmidt-Przewoźnej, w ałunie i sodzie oczyszczonej.

Gotowało się wszystko w barwniku około 3 godzin, zarówno pierwsza jak i druga porcja.
Od lewej – przędza z pierwszego barwienia, zaprawiana wcześniej ałunem, przędza jasna z pierwszego barwienia nie zaprawiana ałunem, włóczka szara z drugiego barwienia, zaprawiana ałunem, przędza jasna z drugiego barwienia, zaprawiana ałunem, przędza jasna z drugiego barwienia zaprawiana ałunem. Kolory są na żywo trochę wyrazistsze. Ogólnie z pierwszego barwienia wyszła bardzo ładna żółć, zarówno na zaprawianej jak i nie zaprawianej wełnie.

Na drugim zdjęciu lepiej widać efekt na szarej włóczce – kolor hm… szaro-żółto-oliwkowy?

Len z kremowego stał się kremowo-żółty – na zdjęciu porównanie z kartką z drukarki. Kolor bledziutki, delikatny, mocno rozbielony. Z barwieniem lnu trzeba będzie jeszcze poeksperymentować.

I to by było na tyle na dziś – mam nadzieje, że przyda Wam się moje pisanie do własnych eksperymentów. Pozdrawiam! 
Reklamy

7 responses »

  1. Całkiem sympatyczne kolorki. A lnu nie zaprawia się inaczej? Galasami? Taniną? Tylko spekuluję, bo być może wrotycz niespecjalnie barwi akurat len. Niektóre barwniki „łapią” lepiej wełnę, a inne właśnie len.

  2. Egunia – hm, wg. publikacji z której korzystałam:
    „Do zaprawiania włókien roślinnych można stosować substancje pochodzenia roślinnego bogate w taninę jak np.: liście sumaka, korzeń rabarbaru, korę dębu oraz galas” + ałun (wymieniony w innym akapicie z szerszym opisem kto zacz 😉 Natomiast w samych poradach dotyczących barwienia jest jeszcze dodana soda.
    Myślę, że to raczej kwestia samego barwnika, który nie jest jakiś bardzo bardzo mocny.

  3. Co zrobię z wełny? Właściwie jeszcze nie wiem, pewnie część pójdzie na jakieś rekonstrukcyjne projekty, a na reszcie może wreszcie nauczę się robić na drutach 😉
    Plastusia – w takim razie czeka mnie wyprawa do lasu po galas i popróbuję dalej co z tym lnem 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s