Author Archives: tatsu

Praca z kołowrotkiem

Zwykły wpis

Próbuję ujarzmić… nie, wróć… Próbuję zrozumieć kołowrotek.
Został już solidnie nasmarowany i naoliwiony, więc kręci się i furgocze, aż miło. Nie muszę już się siłować, żeby wprawić koło w ruch. Mogę skupić się na nici.
No i właśnie to jest moja bolączka. Nie wiem, czy ja coś robię źle, czy jeszcze coś jest nie tak z wrzecionem? Otóż nić się nadmiernie skręca, chociaż nie trzymam jej mocno, pozwalając się nawijać na szpulkę. Często zmieniam też ułożenie przędzy na haczykach, a i tak nie zawsze nić chce się ładnie nawijać.
Prawdę mówiąc, jestem zdruzgotana swoim brakiem umiejętności…
No bo popatrzcie same, czy to jest porządna przędza?

Image

Macie może jakieś rady dla początkującej prządki? 😦

Reklamy

Mam kołowrotek! Dzień dobry…

Zwykły wpis

Chociaż szczęście mnie rozpiera i od razu chciałabym się pochwalić nowym nabytkiem, to jednak zacznę od części oficjalnej…

Wołają na mnie „tatsu”. Ksywka przylgnęła do mnie tak bardzo, że nie reaguję już na swoje prawdziwe imię. Zajmuję się odtwórstwem wieków „okołogrunwaldowych”. Próbuję utrzymać się z pracy rąk własnych, ale różnie to z tym bywa. Splatam sznurki, tkam krajki i owijacze, szyję torby i sakiewki z płótna oraz haftuję. Rzeczami, do których trzeba nieco siły (kaletnictwo, szyftarstwo), zajmuje się moja lepsza połowa.

Przygoda z przędzeniem zaczęła się bardzo dawno temu, kiedy to w Muzeum Wsi Opolskiej zobaczyłam, jak pracownica przędzie wełnę na kołowrotku. Od tamtego czasu zapragnęła też nauczyć się prząść. Próbowałam zdobyć kołowrotek, ale odniosłam dwie porażki – te, które kupiłam były uszkodzone tak, że nie dałam rady ich naprawić. Stały, kurzyły się.

Po długim czasie, dzięki „Prząśniczce” przypomniałam sobie, że przecież można prząść i na wrzecionie. Zakupiłam, poprzędłam resztki czesanki i na tym musiałam zakończyć. Nie mogłam nigdzie zdobyć runa owczego. No i tak mijał czas…

I nareszcie niedawno dostałam dwa worki runa. Będę musiała je wyprać, przesuszyć, by zacząć prząść.

A dziś wreszcie przyszedł pocztą kołowrotek. Taki działający, kompletny! Nie mogę się nim nacieszyć i wciąż nie mogę uwierzyć w swoje szczęście. Co z tego, że wyłuskałam na niego ostatnie pieniądze, ale jest!  Muszę tylko wybadać najlepszy naciąg linek, by koło obracało się sprawnie, a na wrzeciono lekko nawijała się nić.

Nie mogę się nacieszyć tym, że już jest u mnie. Po tylu latach i wyrzeczeniach, po tak długim czasie oczekiwań i poszukiwań.

Jeśli ktoś chciałby zobaczyć więcej zdjęć i poczytać, zapraszam na bloga.

Dziękuję za uwagę.