Tag Archives: technika

Tkanina dwuosnowowa. Łucznica 2017.

Zwykły wpis

W lutym wzięłam udział w kursie tkaniny dwuosnowowej  w Akademii Łucznica —> link

lucz2

Uczyłam się pod okiem kochanej i cierpliwej Ani Bałdygi : ).  Technika tkania jest bardzo trudna i  uważam , że można jej się nauczyć tylko korzystając z bezpośrednich wskazówek tkaczki.

lucz1

Tak wyglądają najlepsze fragmenty mojej tkaniny :

lucz4

lucz3

Reszta niech pozostanie ukryta 😉

 

Reklamy

Technika przędzenia – wollen, worsted

Zwykły wpis

oby nie było tak goło to zdjęcie ostatnio uprzędzionych motków

Nie jestem pewna czy był wpis o takiej treści ale przejrzałam całego bloga i jakoś nie znalazłam lub źle szukałam, więc może się przyda.

Przędę dość długo, nawet bardzo długo ale jak przędę i jaką techniką dowiaduję się dopiero od jakiś 3 lat. Od czasu do czasu pojawiają się na blogach (np. u Ani Kankanki) określenia różnych technik przędzenia, dla jednych brzmią znajomo i wcale ich nie dziwią, inne prządki zachodzą w głowę o co chodzi.

Ja też przez dłuższy czas przędłam techniką „na dziko” – moja nazwa własna 🙂 było to wymieszanie wollen i worsted z techniką przędzenia nitki pod koronkę.

Jakiś czas temu kupiłam książkę no i zgłębiałam tajemnice przędzenia, teraz jestem w stanie rozgraniczyć techniki przędzenia i prząść dokładnie w zamierzony sposób.

Wollen – spun – sposobu nie będę opisywać lepiej zobaczyć, od siebie (a raczej za książką) mogę dodać, że  metodę stosuje się najczęściej z wełny wyczesanej na czesakach i ułożonej w charakterystyczne rolki (rolag).

http://www.youtube.com/watch?v=0HNrflq9sd0

/nie mam pojęcia jak wstawić te filmiki więc tylko linki /

Wełna w ten sposób przędziona ma w sobie więcej powierza, tym samym dzianiny czy tkaniny z niej wykonane są miękkie i puszyste. Próbki wychodzą bardziej kwadratowe więc jest to świetny sposób na projekty w stylu Fair Isle gdzie wzór wygląda najładniej jeśli jest proporcjonalny.

Przędę w ten sposób czesankę ( z braku czesaków) więc może nie do końca jest to odwzorowanie metody ale głównie polega ona na skręcaniu włókna pomiędzy szeroko rozstawionymi dłońmi, pozwalając nitce zachować powietrze w skręcie.

Worsted-spun – ręce w odległości nie większej niż 10cm podają krótkie partie czesanki pod skręt. Nitka wychodzi gładka, mocna i ma dużo więcej blasku niż nitka typu „wollen” z tej samej czesanki. Próbki wykonane z tej nitki są bardziej prostokątne bo i nitka pozbawiona jest dodatkowej objętości. Doskonała na wyroby takie jak skarpety. Motki z tej nitki wydają się bardziej zwarte, mniejsze i z blaskiem niż motki z tej samej wełny uprzędzione sposobem wollen.

http://www.youtube.com/watch?v=Euv5qNUGKmw

Oczywiście to tylko podstawy,czubek góry lodowej z zakresu tej wiedzy. Sposób przygotowania czesanki też ma wpływ na nazwę techniki w jakiej się przędzie. Można prząść prosto z czesanki podając odpowiednie partie pod skręt lub wcześniej przygotować czesankę dzieląc na pasma i rozciągając do pożądanej grubości ( tak najczęściej postępuję), ale przede wszystkim przędzenie ma być przyjemnością.

Osoby, które będą chciały pogłębiać tę wiedzę i doskonalić techniki przędzenia znajdą na pewno sposób by to zrobić lub będą prząść „na dziko” dla czystej przyjemności :)))

Polecam jeszcze filmik, który znalazłam niedawno, pisałam wielokrotnie, że marzy mi się nitka typu „lace” ale z tych naprawdę cieniutkich by z niej zrobić koronkowy szal.  Margaret Stove autorka książki z której, mam zamiar popełnić jeszcze nie jeden szal przędzie w sposób, który mi się bardzo podoba i też tak przędę jak mam surowe runo (choć do koronkowej nitki – TAKIEJ nitki wiele mi brakuje). Na prawdziwego nowozelandzkiego surowego merynosa nie mam co liczyć więc prawdopodobnie raczej nie doświadczę w pełni tej techniki. Dla zobrazowania o co mi chodzi napiszę, że szal z tej książki o nazwie „Lacy Diamond” jest zrobiony z 7 motków gdzie w 20 g jest 300 m włóczki.

http://www.youtube.com/watch?v=DLRcOfPvY4g

Właśnie doczytałam, że jest do zakupienia DVD „Spinning for Lace” tej autorki.

Zgrzebła – zrób to sam.

Zwykły wpis

Kilka osób sie tym zainteresowało na moim blogu, więc wrzucam i tutaj, choć trochę się zastanawiałam czy jest sens dublować tematy opracowane już przez kogoś innego (wczesniej takie cosie pokazywała E-wełenka).

Ale jednak dorzucę swoje trzy grosze – zwłaszcza dla wszystkich domorosłych Ewek Słodowych ;-), które potrzebują czesadeł możliwych do wykonania niewielkim kosztem 🙂

A tak wyglądają wykonane przeze mnie czesaki:

Nie śmiać się proszę – moje boje z wiertarką wcale nie były śmieszne. Od razu ostrzegam że z tym piekielnym urządzeniem trzeba ostrożnie się obchodzić, bo łatwo sobie wywiercić dziurę w nodze albo ręce zamiast w desce. Albo w parkiecie skoro już o tym mowa. Ale skoro ja z moimi dwiema lewymi rękami, dałam radę to pewnie poradzi sobie średnio zorientowany szympans 😉 a co dopiero zdolna prządka. Wiertarka w sumie podobna nawet do kołowrotka – też się kręci ;-|

No więc potrzebujemy tą wiertarkę i wiertło. Wiertło musi byś specjalne do drewna (z takim małym ostrym czubkiem). Jego rozmiar uzależniony jest od rozmiaru gwoździ jakie zamierzamy użyć. A gwoździe zależą  od naszej fantazji, potrzeb i grubości deski do której je mocujemy. Moje to standardowe z marketu i mają 80mm długości i chyba 3mm średnicy. Deska natomiast ma wymiar 9x11cm (akurat taką miałam pod ręką). I teraz wygląda to tak, że dla tak grubych gwoździ nawierciłam za gęsto otwory (co 1cm) i nie da się tych czesaków używać naprzemiennie bo się blokują. Na szczęście da radę czesać wełnę spokojnie na jednym – po prostu przeciągając ją wielokrotnie garściami aż się wyzgrzebli. Jak będę robić następne zgrzebła to na pewno zrobię gwoździe rzadziej – co 2cm. Ewentualnie wyciągnę z jednego co drugi gwóźdź żeby po prostu sprawdzić jakie ustawienie lepsze.

Jak już nawiercimy dziurki to trzeba wsadzić gwoździe. Jeśli dobrze dobraliśmy wiertło i gwoździe się trzymają same w drewnie to właściwie zgrzebło gotowe. Natomiast jeśli dziurki wyszły za duże to można sprawę uratować przyśrubowując od spodniej strony drugą deseczkę blokującą (widać na górnym zgrzeble). Moja deseczka jest do wymiany – za gruba przez co zgrzebło jest ciężkie.

Dla absolutnie niezorientowanych – niestety nie da się tego zrobić bez wiertarki, bo wbijanie gwoździ powoduje rozszczepienie się drewna. I nie da rady tego obejść 🙂
Końcowy bilans strat to 154 dziurki w deskach, dwie w parkiecie, jedna w palcu, dwa ułamane wiertła i bolący bark (bo włączył mi się udar)  😉


No i krótko o zgrzebleniu – idzie rewelacyjnie, znacznie sprawniej i szybciej niż na moich malutkich kocich czesaczkach. No i sposób jest bardziej historyczny, co ma dla mnie osobiście duże znaczenie. Wprawdzie wełna nie wychodzi tak idealnie „wyczesana”, jak w taśmie i  na współczesnych czesakach, ale rozluźnia się i układa, tak że można ją prząść bez problemu. Można to potraktować jako wstępną operację rozluźniającą runo przed finalnym czesaniem – dlatego określam to jako zgrzeblenie, a nie czesanie.

Na zdjęciu widać na czesaku wełnę z cakli podhalańskich. Ten koszyk zajął mi jakieś pół godziny. Wagowo to niezbyt dużo, ale na małych czesaczkach szło by znacznie wolniej. Teraz idzie wrzosówka a zaraz po niej resztka owcy pomorskiej.

Ta więc jestem zadowolona i mogę z czystym sumieniem polecić takie ustrojstwa.

Jak macie jakieś pytania natury technicznej to zapraszam do komentowania 🙂

Kable

Zwykły wpis

Trzeba się nieźle nakręcić żeby coś zakablować :))

Pisałam wcześniej, że interesował mnie ten sposób skręcania runa ze względu na skarpety. 4 nitki to jednak  trochę lepiej niż 3, a biorąc pod uwagę, że sklepowe przędze na skarpety to wszystko 4-nitkowce powinno być ok. Wcale nie jest tak prosto opanować tę technikę (przynajmniej dla mnie) mam tendencję do mocnego skrętu i niestety pierwsza próba skończyła się typowym 4-ply trzeba było 2 razy odkręcać bo inaczej byłby sznurek. Dopiero drugie podejście dało jakiś efekt kablopodobny.

trochę kabla

Ten sposób skręcania nitki bezwzględnie obnaża wszelkie niedociągnięcia, trochę nierówności, runo w różnym gatunku, krótsze lub dłuższe włoski, przy odkręcaniu wychodzi wszystko. Kilka razy odkręciłam na maxa, nawet nierówny splot dwóch nitek przy odkręcaniu ma wpływ na wygląd końcowy. Chyba, że runo jest jednokolorowe to tak nie widać niedoskonałości 🙂

Ogólną zasadę widać- technikę uzyskania nitki dokładnie opisała Jagienka więc odsyłam do niej.  Nawet jestem zadowolona, że po pierwszym niepowodzeniu byłam w stanie szybko skorygować błędy. Nowe doświadczenie zaliczone, to czy będę przędła tą techniką jeszcze nie wiem. Mam motek na skarpety (raczej ciepłe) więc testowane będą  na jesieni. Skarpety zrobię jakoś tak na dniach,  dzianinę powstałą z tej nitki oczywiście pokażę.

Tak jak pisała u siebie Jagienka, trudność tej techniki polega na doskonałym wyczuciu skrętu, no i jest raczej pracochłonna trzeba tę nitkę przepuścić przez kołowrotek 3 razy (u Jagienki przeczytałam, że są dziewczyny, które robią 8-nitkowce – chylę czoło ). Oczywiście jak przy wszystkim „trening czyni mistrza” tak i tutaj ćwiczenia zaowocują piękną nitką ale zanim zacznę trenować to poczekam na efekt jaki da nitka w dzianinie oraz jak się sprawdzi podczas noszenia ( te dziurawe pięty:)