Tag Archives: len

Off-topic. Mój pierwszy patchwork.

Zwykły wpis

Intensywnie używany w ubiegłym miesiącu kołowrotek odpoczywa w torbie ( tak, to Sonata Kromskiego), a ja zabrałam się za szycie mojego pierwszego patchworka. Za pomocą noża krążkowego i maty, z zapałem neofity  zamieniłam zbierane latami kawałki materiałów w kwiatki, łączki i różyczki, w zgrabne kwadraty 15×15 cm.

Ponieważ po zszyciu kwadratów nie wszystko mi się podobało, udałam się stronę Eli/Eguni –> link i skorzystałam z jej rad. Temat doboru tkanin na zszywańca stał mi się trochę bliższy. Oczywiście zajrzałam do sklepów sprzedających patchworkowe tkaniny i muszę się naprawdę bardzo powstrzymywać, aby nie dokonać szalonych zakupów tych wszystkich pięknych tłustych ćwiartek 😉 Obiecałam sobie, że najpierw wykorzystam odkładane latami tkaniny.

Elu, bardzo dziękuję za to ,że dzielisz się swoją wiedzą .

Patchwork przepikowałam ręcznie , w miejscu łączenia warstw dodałam lnine łatki :

Ponieważ bardzo podoba mi się sashiko wyszywam sobie spodnią, lnianą stronę patchworka :

Po głowie chodzi mi już pomysł na zestawienie kolorystyczne następnego patchworka . Mam jeszcze dużo kwadratów w różyczki 😉

Reklamy

Projekt len . Od nasionka do tkaniny .

Obrazek

Dzisiaj posiałam w ogródku len . Nasiona kupiłam w sklepie ogrodniczym, ale nie udało mi się nic ustalić na ich temat. Zobaczymy , czy z takiego lnu uda się uzyskać włókna do przędzenia .

len

Garść informacji o lnie znalazłam na tej stronie —– > link

” Młode rośliny początkowo rosną bardzo wolno. Z pąka znajdującego się między liścieniami wyrasta prosta ulistniona łodyga, rośnie powoli i po osiągnięciu ok. 10 cm wysokości przybiera postać tzw. jodełki. ”

Z niecierpliwością zaczynam czekać na ukazanie się jodełek  🙂

dodane 29 kwietnia :

Len wykiełkował 27 kwietnia . Szybki jest 🙂

len kielki

Prządka. Vincent van Gogh /The Spinner (after Millet)

Zwykły wpis

the-spinner-after-millet-1889_jpg!Blog

 

Ten niewielki  ( 40 x 25.5 cm ) obrazek skrywa w sobie kilka ciekawostek . Prządka nie jest zajęta przędzeniem , ale prawdopodobnie przywiązywaniem  lnu do przęślicy  .  Dlaczego lnu, a nie wełnianego runa ? Czy odpowiedz na to pytanie znajduje się na obrazie ?

Malarz, widocznie zafascynowany  procesem przędzenia , umieścił na drugim planie przedmioty znajdujące się w pracowni prządki . W górnym, prawym rogu, na półce znajduje się motowidło . To, co wisi  na haczyku , na lewo od motowidła wytropiłam w 4 :47 minucie tego ciekawego filmu :

Czy udało mi się dojść po nitce do kłębka ?

Eksperymenty – LEN

Zwykły wpis

Od jakiegoś czasu nic nie pisałam bo robię wyłącznie nudne rzeczy w stylu czapek filcowych i wełen do naalbindingu.

Ale parę dni temu wreszcie przyszła do mnie przesyłka z czymś, czego szukałam już długo. Wreszcie udało mi się znaleźć czesankę lnianą zadowalającej jakości. I to o zgrozo w najbardziej oczywistym miejscu – na allegro.

Wczesniej dostałam dwie próbki dzięki uprzejmości Alicji i sama znalazłam w kilku miejscach, ale to ciągle nie było to czego potrzebowałam. Bo potrzebowałam dobrej jakości czesankę na nici do szycia i haftu. A to czym dysponowałam niestety średnio się nadawało. No ale teraz już mam całkiem ładną. Na zdjęciu poniżej widać wsystkie próbki jakie udało mi się zgromadzić – to białe na wierzchu to właśnie nowość z allegro. Jej jedynym minusem (z punktu widzenia rekonstrukcji) jest o że prawdopodobnie jest wybielana chlorowo. Ale w tym momencie nie przeszkadza mi to aż tak bardzo, tym bardziej że w zagranicznym sklepie znalazłam także czesankę w podobnej na pierwszy rzut oka jakości włókien, ale niewybielaną, więc za jakiś czas pewnie sobie zamówię stamtąd. A ta na razie mi wystarczy.

Próbki czesanki lnianej różnej jakości

Część z czesanek ze zdjęcia nadaje się co najwyżej na włosy lalek, albo do innych tego typu zastosowań. Najlepsza jest ta ostatnia oraz nieco gorsza próbka którą otrzymałam od Alicji. Całkiem niezłe są nawet pakuły lniane ze sklepu z armaturą sanitarną. Ale przędze niestety wychodzą z nich średnie. Widać to zresztą kolejnej fotce.

To po lewej to pakuły i przędza z nich zrobiona na wrzecionie. Przypomina włochaty sznurek i nie nadaje się raczej do niczego innego jak szycie worków lub „MOŻE” skóry. Ale raczej nie tkanin ubraniowych (no może oprócz włosienic 😉 )

No i kilka słów o technice.

Len przędzie się inaczej niż wełnę. Trudno mi ocenić czy gorzej czy lepiej – po prostu inaczej. Włókna są dużo dłuższe, a przy większej sztywności, nierzadko robią się niechciane kołtuny i węzełki. Biała czesanka jest miękka więc wszystko się całkiem ładnie wyrównuje. W pozostałych już nie jest tak różowo. Na którymś z poprzednich postów na Prząśniczce, wyczytałam że len powinno się prząść na mokro, czyli po prostu mocząc palce w miseczce z wodą. I faktycznie to pomaga – włókna ładniej się wysnuwają i nie są tak „tępe” jak na sucho.

Jak mi wyszło pierwsze przędzenie widać na zdjęciu.


Próbka przędzy z bielonej czesanki lnianej. Po prawej próbka lnu maszynowego dla porównania.

Grubość przędzy mnie zadowala jak na pierwsze próby. Po prawej dla porównania, maszynowa nić lniana od Łobosa. Oczywiście różnica jest zasadnicza – moja nitka jest pojedyńcza, natomiast maszynowa składa się bodaj z trzech cieńszych, ale myślę że jestem w stanie osiągnąć za jakiś czas przynajmniej podwójną nitkę podobnej grubości. Aha i już widzę że do pajęczyn, przyda się nowe wrzeciono z lekkim prząślikiem. Zamierzam je sobie przygotować jak będę miała trochę weny i czasu.

No i kolejnym etapem będzie barwienie naturalne próbki – jestem ciekawa jak będzie przyjmować barwnik.

A wkrótce na tapecie jeszcze jedna czesanka, której próbkę zamówiłam razem z lnem 😀 – Ramia czyli pokrzywa chińska (według opisu sprzedawcy na allegro) Powiem tylko że na pierwszy rzut oka wygląda zachwycająco.